Jazłowiec – na murach opuszczonego kościoła przez kilka stuleci ukrywał się… starożytny smok

-a A+

Na terenach obw. tarnopolskiego reporter Kuriera Galicyjskiego jako pierwszy odszukał renesansowe graffiti – unikatowe na Ukrainie.

Wcześniej takie znajdowano jedynie w staroruskich świątyniach. W poprzednich numerach Kuriera Galicyjskiego opowiadałem o dawnym mieście, a dziś wiosce Jazłowiec na Tarnopolszczyźnie. Miejscowość znana jest na Ukrainie i daleko poza jej granicami z licznych świadectw bogatej historii, w tym z wykonanych na wysokim poziomie artystycznym renesansowych portali, okalających drzwi i bramy. Jeden z takich portali ukrywał zagadkę, z którą mają dopiero zmierzyć się naukowcy…

Rzeźbiona brama kościoła w Jazłowcu (fot. Dmytro Poluchowycz)

Ściany chóru opuszczonego kościoła pw. Wniebowzięcia NMP (są jednocześnie drugą kondygnacją wieży-dzwonnicy), jak udało mi się wyjaśnić, są gęsto „udekorowane” wydrapanymi w tynku napisami i rysunkami, datowanymi końcem XVI do początku XIX w.! Te renesansowe graffiti do tej pory pozostawały nieznane naukowcom. Dlaczego tak się stało – o tym niżej. Dla przeciętnych obywateli jest to drobnostka, ale dla naukowców – chyba największe historyczne odkrycie na terenach Ukrainy, przynajmniej w 2020 roku. Ba! Za ostatnie półwieku to pierwsze absolutnie nowe i dość duże świątynne graffiti, odkryte w naszym państwie. Ostatnie takie odkrycie można porównać z niedawno wyjawionymi w Sofii Kijowskiej czy w kijowskiej cerkwi Chrystusa na Berestowie. Do tej pory większe renesansowe graffiti odkrywano przeważnie w większych miastach – Kijowie, Czernihowie czy Haliczu i to jedynie w świątyniach z okresu Rusi Kijowskiej.

Jako pierwszą należy tu wspomnieć Sofię Kijowską. O odkrytych tu graffiti słyszał chyba każdy, kto choć trochę interesuje się historią. Na murach i kolumnach tej świątyni odkryto ponad siedem tysięcy napisów i rysunków z XI-XVIII wieków! Sławi się również swymi graffiti kijowska cerkiew Chrystusa na Berestowie czy cerkiew Przemienienia Pańskiego w Czernihowie (zabytek XI-XII wieków). Graffiti znaleziono również w świątyniach Ławry Peczerskiej i klasztorze Wydubickim. Na Zachodzie Ukrainy najwięcej graffiti odnaleziono we wzniesionej w XII-XIII wiekach cerkwi św. Pantelejmona w miejscowości Szewczenkowe opodal Halicza, znajdującej się w miejscu lokalizacji książęcego grodu.

Smok na bramie zamku jazłowieckiego (fot. Dmytro Poluchowycz)

Należy zaznaczyć, że zespół renesansowych świątynnych graffiti w Jazłowcu wychodzi poza granice tego, co dotychczas odkryto na Ukrainie. Po pierwsze: Jazłowiec nigdy nie był książęcą stolicą. Po drugie: kościół pw. Wniebowzięcia NMP nie pochodzi z okresu Rusi Kijowskiej. Jest to pierwsza świątynia rzymskokatolicka, w której dokonano takiego odkrycia.

Po co nasi przodkowie podpisywali się w świątyniach
„Moda” pisania po ścianach pojawiła się jeszcze w czasach antycznych. Na pierwszy rzut oka większość „antycznych” barbarzyńskich napisów odpowiada dzisiejszym „Tu był Janek” – jakimi wiele turystów psuje powierzchnie dawnych zabytkowych murów czy malowniczych skał i głazów. W większości przypadków są one identyczne – imię, czasami nazwisko i data. Ale treść wewnętrzna dawnych napisów nie ma nic wspólnego z chęcią oznakowania swej bytności w tym miejscu. W tamtych czasach uważano, że dowolny napis w sakralnej budowli, a tym bardziej na jej murze – automatycznie jest uświęcony przez samą świątynię. Człowiek, utrwalając przy pomocy takiego graffiti swoją obecność czy pielgrzymkę, szczególnie, gdy w świątyni znajdowała się czczona relikwia – cudowna ikona, relikwie świętych, cząsteczki Krzyża świętego, po raz kolejny podkreślał swoją wiarę w Boga i jednocześnie uświęcał swoje imię. Uważano, że taki zapis ma zapewnić jego autorowi wszelkie łaski Boże – zdrowie, pomyślność w prowadzeniu gospodarstwa czy zwycięstwo w walce oraz wspomaga modlitwy w tej świątyni. Czasem na murach odnotowywano bezpośrednie prośby do Boga czy żal za grzechy. To też miało wzmocnić te działania.

Zdarzały się przypadki, gdy na murach świątyń odnotowywano jakieś ważne wydarzenia. Podobne napisy na murach świątyń były praktykowane zarówno przez chrześcijan obrządku wschodniego, jak i katolików. Między innymi, w Sofii Kijowskiej w zeszłym roku został odkryty cały zespół graffiti, datowany na około XVII wiek, pisany po polsku, czesku, niemiecku i angielsku, również po łacinie. Napisy po polsku i łacinie odnaleziono na ścianach wspomnianej wyżej cerkwi św. Pantelejmona. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem przez kilka stuleci główna świątynia książęcego Halicza była kościołem św. Stanisława. Napisy są interesujące również dlatego, że wydrapane są nie wewnątrz świątyni, lecz na zewnętrznych jej murach z miękkiego wapienia.

Fot. Dmytro Poluchowycz

Pomimo ówczesnej popularności tego rodzaju „twórczości” takie graffiti spotyka się dziś rzadko. Przyczyna jest prosta – wszystkie te napisy były w kolejnych stuleciach zakrywane warstwami tynku przy remontach świątyń czy przemalowaniach fresków. Obecnie są odkrywane przeważnie podczas prac restauracyjnych, gdy odsłaniane są wcześniejsze warstwy tynku. Tak było z podobnym odkryciem w Sofii Kijowskiej. Przypomnę, że napisy odsłonięto dopiero pod koniec XIX wieku, gdy zaczęto odkrywać malowidła z XI wieku. Podobna historia zdarzyła się w kaplicy św. Trójcy na Zamku Lubelskim, gdzie odkryto największy w Polsce zespół takich napisów. Ciekawe jest to, że malowidła wykonane zostały przez artystów z Rusi w stylu bizantyjskim, ponieważ król Władysław Jagiełło, na zamówienie którego powstały, był miłośnikiem tego stylu.

Dzięki temu, że chór znalazł się pod otwartym niebem, odkryto stare tynki z graffiti (fot. Dmytro Poluchowycz)

Sytuację w Jazłowcu można określić znanym przysłowiem: „Nie było szczęścia, pomogło nieszczęście”. Kościół i dzwonnica straciły dach i strop już dawno i wnętrze było otwarte na wszelkie kaprysy pogody. Opady i wilgoć, gwałtowne skoki temperatury sprawiły, że tynk zaczął odpadać, odkrywając pierwotną warstwę. Ta trzymała się „na amen”, bo naniesiono ją na nierówną powierzchnię muru. W nawie głównej i w części ołtarzowej żadnych napisów nie odnaleziono – widocznie drapanie ścian w samym kościele nie było przyjęte. Natomiast na chórze było ich najwięcej. Biorąc pod uwagę, że odpadła tam połowa starych tynków, możemy mówić o ponad stu pięćdziesięciu starych napisach i rysunkach. Może być ich nawet więcej. Szacunkowo, razem z nieodkrytymi jeszcze pierwotnymi tynkami można mówić o zespole do 500 (a może i więcej) graffiti z XVI-XIX wieku.

Widok ogólny chóru, gdzie odnaleziono graffiti (fot. Dmytro Poluchowycz)

Wszystko to wyjaśnia, dlaczego zawodowi historycy nic o dawnych napisach w Jazłowcu nie wiedzieli. Kościół badany był dość dawno, gdy pierwotny tynk spoczywał jeszcze pod późniejszymi warstwami.

Co odnaleziono
Po konsultację zwróciłem się do najlepszego na Ukrainie i w Europie znawcy średniowieczno-renesansowych graffiti, zastępcy generalnego dyrektora ds. nauki rezerwatu „Sofia Kijowska”, dr. nauk historycznych Wiaczesława Kornijenki. Znalezisko takiego zespołu dawnej epigrafiki stało się dla niego niespodzianką i bardzo go zainteresowało.

Przeglądnąwszy zdjęcia z Jazłowca pan Kornijenko od razu zauważył, że pochodzą z tego samego okresu, co i renesansowe w Sofii i cerkwi św. Pantelejmona.

– To jest, na przykład, wzorcowe dla XVI-XVII wieku. Napis pozostawił niejaki Jan Lichański, a obok data, chyba 1590 rok. Poniżej mamy kolejnego Jana, też jakiś …nski, ale data już 1599 (może 1591). Powyżej widzę zarysy, ale już z XVII wieku… – mówi przeglądając zdjęcia Wiaczesław Kornijenko.

Inne zdjęcie przykuło uwagę uczonego tym, że jeden z napisów ktoś starał się rzetelnie zeskrobać. Chyba nie był to sam autor, lecz możliwe, że któryś z rywali. Jak już podkreślałem, napis w kościele był swego rodzaju talizmanem. Zacierając go chciano pozbawić jego autora opieki Bożej. Jak twierdzi pan Wiaczesław, takie przypadki są znane, ale nie były powszechne. Prawdopodobnie autor pierwotnego napisu komuś dobrze zalazł za skórę i osoba ta nie omieszkała pójść do świątyni, odnaleźć podpis wroga i zatrzeć go.

Wiele podpisów zawiera tylko imię, przy czym większość z nich (obejrzanych przeze mnie) pisana jest po łacinie. Prawdopodobnie w taki sposób „utrwalali się” dominikanie. Od momentu konsekracji przez lwowskiego arcybiskupa Jana Dymitra Solikowskiego w 1590 roku do roku 1780 była to ich świątynia. Dopiero pod naciskiem władz austriackich dominikanie opuścili swój klasztor.

Najbardziej interesujące i najbardziej oryginalne graffiti na Ukrainie odkryto przy samej arce, łączącej drugi poziom dzwonnicy z wnętrzem kościoła. Widać tu schematycznie przedstawioną wysoką wieżę. Górna część przykryta jest późniejszym tynkiem i nie widać czy jest tam krzyż, nie można rozeznać czy jest to wieża świątyni, czy zamkowa baszta. Można z wielkim prawdopodobieństwem stwierdzić, że jest to fragment stojącego na sąsiednim wzgórzu jazłowieckiego zamku.

Miejsce umieszczenia smoka (fot. Dmytro Poluchowycz)

Pomiędzy innymi zamkami na Ukrainie ten wyróżnia się olbrzymimi rozmiarami bramnej wieży. Samo wejście umieszczono na poziomie trzeciego piętra i prowadził do niego drewniany pomost. Na graffiti przedstawiono wysoko nad ziemią prostokąt. Chyba nie jest to okno, bo ma zbyt duże wymiary, ale do bramy – idealnie pasuje. Właściwie w tych rysunkach nie ma nic oryginalnego. Coś podobnego widzimy na murach wspomnianej już cerkwi pw. św. Pantelejmona.

Ale to nie wszystko. Smok! U podnóża wieży wydrapano zarys smoka! Takie połączenie – wieża+smok – w średniowieczno-renesansowych graffiti jest niespotykane. Możemy robić wiele przypuszczeń, ale co miałoby to oznaczać? Przypomnę: zamkowej bramy na zamku w Jazłowcu strzegą dwa smoki, wyrzeźbione na dekoracyjnym portalu od strony dziedzińca. W XVI-XVII wieku każdy malec w miasteczku wiedział, że zamku strzegą smoki. Jak wynika ze zdjęć, zamkowe gady bardzo podobne są do przedstawionego na ścianie kościoła. Na zamku smoki są u podstawy arki i na rysunku też. Możemy jedynie przypuszczać, że po przeciwnej stronie arki bramy również przedstawiony jest smok. Niestety tam warstwy tynku jeszcze nie odpadły, lub też odpadło wszystko do samego kamienia.

Odnalezione renesansowe napisy i rysunki są bardzo ważne dla historyków.

– Taki zespół graffiti jest dla nas ważnym źródłem, które przedstawia realne przemieszczanie się ludności w granicach Rzeczypospolitej i pokazuje ich związek z daną miejscowością – mówi Wiaczesław Kornijenko. – Często te napisy zawierają imiona przedstawicieli rodów – szlacheckich lub mieszczańskich, o których nie wspominają zapisy archiwalne. Służą też do analizy popularności świątyni w czasie pielgrzymek.

Badanie takich zabytków często kryje miłe niespodzianki. Nigdy nie trzeba odrzucać możliwości, że uda się odnaleźć tekst, przelewający światło na jakieś nieznane dotąd wydarzenia historyczne. Oprócz tego, można odnaleźć autografy dość znanych osobistości historycznych. Tak w Sofii Kijowskiej odnaleziono podpis Anny, córki Jarosława Mądrego i przyszłej królowej Francji. A przypominę, że Jazłowiec był miastem, które odwiedzało wiele znanych osób.

Co z tym robić
1. Jak najprędzej, najlepiej jeszcze tego lata, nie odkładając na potem, przeprowadzić badania wszystkich odkrytych już napisów i rysunków. Nie jest to sprawa prosta. Oprócz dość dobrze widocznych i głęboko drapanych napisów, jest wiele ledwo zauważalnych. Ale i one są bardzo interesujące. Zabezpieczyć je można jedynie przy pomocy specjalnych urządzeń.

2. Warto też mieć na uwadze, że w dowolnym momencie te graffiti mogą być bezpowrotnie zniszczone przez deszcze i mróz, lub zatarte przez jakiegoś współczesnego „tubyłjasia”. Niejednokrotnie widziałem takie napisy z półmetrowymi literami. Ten etap nie wymaga tak wielkich nakładów, ale trzeba się pośpieszyć.

3. Na drugim etapie należałoby oczyścić fragmenty ścian chóru z kolejnych nawarstwień tynku i zabezpieczyć ukryte pod nimi napisy i rysunki. Ten etap wymaga już większych nakładów, bo prace muszą być prowadzone przez specjalistów-konserwatorów.

4. Zabezpieczenie znaleziska. Trzeba byłoby postawić nad wieżą przynajmniej prowizoryczne zadaszenie, aby ochronić wnętrze wieży przed opadami atmosferycznymi. Należy też odciąć dostęp turystom na chór, bowiem wandali wśród nich jest wielu.

Ja ze swej strony będę pilnie śledził losy jazłowieckich graffiti i relacjonował Czytelnikom Kuriera Galicyjskiego postępy prac naukowców i ich wnioski po pełnej analizie znaleziska.

Dmytro Poluchowycz
Tekst ukazał się w nr 15 (355), 17 – 31 sierpnia 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2021 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.