Anioły i święci dawnego Budzanowa

-a A+

Budzanów (po 1946 roku – Буданів) jest bardzo interesującym galicyjsko-podolskim miasteczkiem. Posiada bogatą historię i liczne zabytki minionych epok. Opowiadanie o wszystkich zajęłoby chyba połowę numeru Kuriera Galicyjskiego. Wobec tego zajmiemy się tylko jednym tematem, mianowicie rzeźbami w Budzanowie.

Dla wprowadzenia w temat – trochę historii. Budzanów jest jednym z nielicznych miast Ukrainy, które ma potwierdzoną datę założenia. Wiadomo, że w 1549 roku król Zygmunt II August zezwolił rotmistrzowi Jakubowi Budzanowskiemu, który zapisał się w historii jako pierwszy wójt Tarnopola, oraz jego małżonce Katarzynie przemianować ich wioskę Skomorosze na Budzanów. Jednocześnie król nadał miejscowości prawa miejskie. Prawdopodobnie jednak później małżonkowie zmienili plany i samo miasto powstało bardziej na północ od wspomnianej wioski. Skomorosze do dziś figuruje na mapach. Czyli Budzanów powstawał od razu jako miasto. Nowopowstałe miasteczko otrzymało prawo magdeburskie, a jego mieszkańców na 20 lat zwolniono od podatków.

Opuścimy teraz większą część historii miasteczka, która w zasadzie w niczym się nie różni od dziejów innych miejscowości Ziemi Tarnopolskiej: kalejdoskop zmiany właścicieli, tatarskie najazdy, pożary, epidemie etc. Wyróżnimy tu jedynie nawałę turecką z 1672 roku, kiedy to miasteczko wykazało swój charakter. W tym czasie, pod nawałą sułtana Mehmeda IV, większość miast i miasteczek padała po kolei. I to wcale nie z powodu tchórzostwa ich mieszkańców. Dotychczasowe fortyfikacje tych miast przeznaczone były do obrony przed lekką jazdą turecką i nie mogły przeciwstawić się ciężkiej artylerii oblężniczej. To było tak, jakby walczyć szablą przeciwko czołgom.

Wojska tureckie podeszły pod Budzanów w drodze na Buczacz. Obrońcy miasteczka bohatersko walczyli przez trzy tygodnie. Turkom udało się zdobyć zamek dopiero po rozbiciu jego murów i jednej z wież. Rozwścieczeni janczarzy stracili wszystkich ocalałych obrońców, włącznie z dowódcą, kolejnym dziedzicem Budzanowa Tomaszem Łużeckim. Zamek z zemsty spalono. Smród spalonych ciał jeszcze długo prześladował Mehmeda IV – przez kilka kolejnych tygodni podnosił do nosa chusteczkę skropioną olejkiem różanym.

fot. Dmytro Poluchowycz

Zacięty opór chrześcijan przysporzył Budzanowi sławy na całą Europę. Gdy wreszcie w 1699 roku wojska osmańskie opuściły Podole, zamek budzanowski utracił swoje znaczenie obronne. Został odbudowany w 1765 roku, już pozbawiony cech fortyfikacyjnych, przez kolejnych właścicieli Budzanowa Eustachego i Marię Potockich. Wówczas zachodnie mury fortecy przebudowano na kościół pw. Podwyższenia Św. Krzyża. Na prezbiterium i przedsionek wykorzystano dwie ocalałe wieże zamkowe. Część zamkowych budowli przebudowano na plebanię. W 1846 roku staraniem proboszcza ks. Michała Kulczyckiego w pomieszczeniach zamkowych umieszczono klasztor ss. Miłosierdzia, które prowadziły tu szkołę i szpital.

Tu na części historycznej stawiamy kropkę.

Przed kościołem rzucają się w oczy dwie figury, wykonane w stylu ludowego prymitywizmu. Podobne figury przed świątyniami katolickimi, grekokatolickimi, a nawet prawosławnymi na terenach Ziemi Tarnopolskiej nie są rzadkością. Jest to przeważnie typowy „komplet”: Jezus i Matka Boska, apostołowie Piotr i Paweł, święci Mikołaj i Antoni Padewski, czy szereg innych popularnych świętych. Ale tu, w Budzanowie, widzimy dość rzadką kompozycję, składającą się z figur Matki Boskiej z Dzieciątkiem na ręku, przekazujących różańce klęczącym u ich stóp kapłanowi i kobiecie. Kompozycja ta przedstawia moment objawienia Matki Boskiej nieuleczalnie chorej 21-letniej Fortunacie Agrelli z Pompei. Najświętsza Maryja Panna dała wskazówki, jak należy modlić się na różańcu, aby odzyskać zdrowie. Dziewczyna przestrzegała wskazówek i choroba ustąpiła.

Postument udekorowany jest płaskorzeźbą św. Michała Archanioła przebijającego kopią smoka. Napis po polsku głosi: „NA PAMIĄTKIĘ TU NIEGDYŚ BĘDĄCEGO KOŚCIOŁA PARAFIALNEGO to wyobrażeni niepokalanie Poczętey BOGA RODZICY wznósł przez pobożność szlachetnie urodzony Imć. Pan MICHAŁ KRUSZELNICKI roku Pańskiego 1845”. Biorąc pod uwagę to, że przedstawione w kompozycji rzeźbiarskiej wydarzenie miało miejsce w 1884 roku i na zdjęciach z początku XX wieku figury stoją na zupełnie innym postumencie, można wnioskować, że prawdopodobnie na podstawie „od pana Kruszelnickiego” stała kiedyś inna rzeźba. Potwierdzają to również miejscowi mieszkańcy, mówiąc, że podstawa ze św. Michałem nie pochodzi z tego miejsca. Ale skąd „przyleciał” Archanioł – na razie nie wiadomo. W Budzanowie kościoła pw. Bogurodzicy nigdy nie było.

Obok mamy kolejną interesującą figurę – postać św. Rozalii Pustelnicy (przedstawiona, jak należy, z czaszką ludzką). Dla terenów Ukrainy jest to dość rzadko spotykana postać. Najbardziej popularna jest na Sycylii, gdzie jest patronką jej rodzinnego Palermo. Jej postument dekoruje płaskorzeźba Jezusa Dobrego Pasterza z owieczką.

fot. Dmytro Poluchowycz

Sam kościół jest dość ascetyczny (wszak jest to przebudowany zamek), ale wewnątrz udekorowany był wcale nie sztuką ludową, lecz dziełami samego Jana Pinsla! W 1760 roku mistrz wyrzeźbił dla kościoła ołtarz główny, ozdobiony postaciami św. Hieronima, Augustyna, Grzegorza i Ambrożego. Ołtarz cudownie ocalał w pierwszej wojnie światowej, pomimo że Rosjanie bez skrupułów ostrzelali z ciężkich dział kościół i klasztor, zadając im wiele szkód.

Całość – kościół i klasztor – odbudowano w latach 1927-1928. Wówczas na murze kościoła pojawiła się żeliwna tablica. Zadziwiające jest to, że pomimo swojej treści przetrwała okres władzy sowieckiej. Napis na tablicy głosi: „RP 1928. DNIA 11. LISTOPADA NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ W DZIESIĘCIOLECIE ZMARTWYCHWSTANIA POLSKI. OBYWATELE MIASTA BUDZANOWA”.

Ołtarz Pinsla zniszczono po 1950 roku, gdy w kościele i klasztorze urządzano szpital psychiatryczny. Uchroniło to, z jednej strony, zabytek przed ostateczną rujnacją, ale z drugiej – adaptacja pod szpital mocno jednak zniekształciła architektoniczną całość. Administracja szpitala podzieliła budynek kościoła na kilka kondygnacji. Wówczas rozebrano wspomniany ołtarz.

O losie rzeźb słynnego mistrza nie ma żadnej wzmianki w źródłach archiwalnych. Dyrektor tarnopolskiego muzeum krajoznawczego i autorka książki „Pinsel i Ziemia Tarnopolska” (2014) Wira Stećko twierdziła, że odnalazła budzanowskie rzeźby w prywatnej kolekcji i starała się przywrócić je muzeum. Niestety, pani Wira w 2016 roku zmarła przedwcześnie po ciężkiej chorobie. Gdzie znajdują się obecnie rzeźby – nikt nie wie. Nie ma nawet ich współczesnych zdjęć, jedynie te sprzed 1939 roku.

W okresie powojennym, gdy komuniści zamknęli świątynię i klasztor, udało się ukryć dzwony, które „biły tak głośno, że słychać było aż w Buczaczu”. Gdy na początku lat 90. świątynię zwrócono wiernym, próbowano je odkopać, ale ich nie odnaleziono. Przed kilku laty próbę powtórzono i tym razem z powodzeniem. Okazało się, że za pierwszym razem pomylono się dosłownie o metr. Wybudowano już dla nich dzwonnicę, są obecnie w Polsce na konserwacji. Możliwe, że w ten sposób odnajdą się też dzieła Pinsla.

fot. Dmytro Poluchowycz

Szpital w klasztornych murach działa do dziś. Jeszcze w zeszłym roku turyści mogli bez przeszkód wejść na zamkowy dziedziniec, teraz już nie – kwarantanna. W czasach ZSRR tego typu zakłady pełniły również funkcję więzienia. Nie na próżno szpital umieszczono za wysokimi murami zamkowymi. Najbardziej znanym więźniem budzanowskiego szpitala był ihumen Amfiłochij, który w 2002 roku został kanonizowany przez Prawosławną Cerkiew Moskiewską jako Amfiłochij Poczajowski.

Przechodząc kilkadziesiąt metrów wzdłuż murów klasztoru, trafimy na stary „polski” cmentarz. Wiejskie nekropolie w Tarnopolskiem są bardzo interesujące. Pełno tu kamiennych krzyży o różnych kształtach, są figury świętych i grobowce-kapliczki. Gdyby nie mieszkaniec Budzanowa Jewhen Baran, który zgodził się oprowadzić mnie po cmentarzu, najważniejsze pamiątki pozostałyby poza moją uwagą.

Dzięki panu Jewhenowi udało mi się zobaczyć kilka cennych nagrobków, całkowicie ukrytych. Między innymi dość interesujący nagrobek udekorowany militariami (armatą, kulami, sztandarami i szablami) i szlacheckim herbem „Przyjaciel” (heraldyczne serce przebite strzałą). Kto został tu pochowany, teraz powiedzieć trudno, bo nagrobek pokryły porosty i napis jest trudno czytelny. Największe wrażenie sprawiły na mnie dwie rzeźby w stylu akademickim, dzieła znanego autora urodzonego w Budzanowie Ludwika Ziemskiego. Jedna z nich dekoruje nagrobek rodziny Tomasza Ostrowskiego, druga z żałobnym aniołem – grób ojca rzeźbiarza, Teofila Ziemskiego.

Ojciec i syn byli dość nieprzeciętnymi osobami. Teofil Ziemski (1857-1927) był znanym artystą malarzem i rzeźbiarzem. Swego czasu ukończył szkołę ceramiczną w Kołomyi i jego na szaro glancowane naczynia były dość popularne. Nie ograniczył się jednak banalnymi talerzami – wytwarzał też bardzo ładne rzeźby ceramiczne. Stworzył m.in. komplet z 52 rzeźb królów i książąt Polski oraz figury 12 Apostołów. Postacie były malowane i wypiekane w piecu. Ich los jest nieznany.

Syn Ludwik kontynuował tradycje rodzinne, ale przewagę oddawał nie miękkiej glinie, lecz kamieniowi. Początkowo jak ojciec studiował w Kołomyi i swoje mistrzostwo doskonalił pod okiem, znanego artysty Damiana Karola, posiadającego duży warsztat w Strusowie. O tym miasteczku, będącym ośrodkiem kamieniarstwa w Galicji, pisałem już w Kurierze Galicyjskim.

W pracowni Karola wytwarzano nie tylko nagrobki, ale i figury do świątyń i kaplic. Niebawem, po zakończeniu nauki przez Ludwika, nauczyciel zmarł. Ziemski nie tracił jednak czasu i ożenił się z wdową po Damianie Karolu, starszą od niego o 15 lat. Było to typowe „małżeństwo z rozsądku”. Pani Julia otrzymała w tej sytuacji opiekę dla siebie i dzieci (nie dałaby rady sama prowadzić warsztat), Ludwik zaś przejął całe dzieło.

W latach 1918-1920 Ludwik bierze udział w walkach z bolszewikami i zostaje ciężko ranny. Po odzyskaniu zdrowia wraca do swej działalności artystycznej. W tym czasie oprócz nagrobków tworzy również dzieła „świeckie” – wyrzeźbił postać Józefa Piłsudskiego, u stóp którego orzeł rozrywa kajdany. Ten pomnik stał kiedyś na dziedzińcu kościoła garnizonowego w Trembowli. W 1933 roku wyrzeźbił postać Jana III Sobieskiego, którą ustawiono przed ratuszem również w tym mieście. Oba pomniki zostały zniszczone przez sowietów w 1939 roku. Na starym cmentarzu w Trembowli zachowało się jednak wiele nagrobków jego autorstwa.

Jewhen Baran przy nagrobku Teofila Ziemskiego (fot. Dmytro Poluchowycz)

Pan Jewhen pokazał mi na cmentarzu dość interesującą kapliczkę z figurą Matki Bożej „Siedmiostrzelnej”, lub inaczej – „Łagodzącej Złe Serca” (Matka Boża z siedmioma mieczami). Wbrew dacie „1846” figura stylistycznie wygląda na o wiele starszą – przynajmniej na XVII wiek. Jak się później okazało, tak właśnie jest. Przekazy podają fakt, że wcześniej figura stała na murze zamkowym. I jest to zupełnie logiczne. Podczas wojen MB Siedmiostrzelna pomaga rozwiązać konflikty zbrojne i zneutralizować niebezpieczne sytuacje. A jest to potrzebne do duchowej obrony twierdzy przed wrogiem. Prawdopodobnie figurę zdjęto z murów, gdy zamek przebudowywano na kościół i klasztor. Było to właśnie w 1846 roku. O tym, że figura stała w innym miejscu, świadczy również specyficznie przycięta jej tylna część.

Matka Boska „Siedmiostrzelna” stała przedtem na murach zamkowych (fot. Dmytro Poluchowycz)

Oprócz tego na budzanowskim cmentarzu dość jest figur, które nie pozostawią obojętnym zwykłego turystę. Wycieczkę do Budzanowa można połączyć ze zwiedzaniem Młynisk, Strusowa, Mikuliniec i, naturalnie, Trembowli.

Dmytro Poluchowycz
Tekst ukazał się w nr 21 (361), 16 – 30 listopada 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2021 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.