A może okolice Odessy?

-a A+

Z Kijowa do tego wspaniałego południowego miasta trzeba przejechać samochodem 470 km.

Drogę E95, którą podczas prezydentury Leonida Kuczmy kapitalnie wyremontowano, nazwano dumnie „pierwszą ukraińską autostradą”. Przeważa tu dobrej jakości asfalt, chociaż są też gorsze odcinki. Otóż, jeżeli się za bardzo nie śpieszyć, dojechać można w pół dnia. Połączenia autobusowe, kolejowe i lotnicze też działają bez zarzutu.

Ale – jak wszystko w Odessie – odpoczynek ma tu też swoje plusy i minusy. Pamiętać trzeba o wcześniejszej rezerwacji hotelu. Jeżeli nawet brać pod uwagę to, że jesienią turystów w mieście ubywa, to tegoroczne rekordowe ich ilości zupełnie nie gwarantują nam lekkiego dostępu do pokoju hotelowego czy nawet hostelowego w przystępnej cenie. Ceny wynajmu jednopokojowego mieszkania wahają się w granicach 400-500 hrywien za dobę, ale i za tę kwotę znaleźć coś odpowiedniego nie jest łatwo. Jeśli już lokum zostało załatwione, Odessa otworzy wiele swoich zakątków, każdy z których będzie niepowtarzalnie piękny.

Filharmonia, muzeum sztuki, muzeum archeologiczne, opera, niepowtarzalne podwórka, olbrzymie platany, aromatyczne akacje, ulica Polska, którą można dojść do portu, i wieczory… Odeskie wieczory, gdy zewsząd brzmi muzyka, a każda napotkana osoba, niezależnie od swojej natury, narodowości, płci staje się wyrazem piękna, gdy zapachy, dźwięki, smaki i dotyki zlewają się w jedną niepowtarzalną mieszankę – tego zapomnieć nie można.

Tak było też w moim przypadku, chyba tylko za wyjątkiem udanego mieszkania. Musiałem jechać dalej, spędzając w Odessie zaledwie jeden dzień. Miałem dwie drogi: na wschód do Koblewa lub na zachód do Białogrodu nad Dniestrem, Karoliny-Bugaz i Zatoki. W internecie uprzedzano, że turystów jest wszędzie pełno, więc możliwość by znów odwiedzić dawną genueńsko-mołdawską fortecę Akerman przesądziła o kierunku zachodnim. A od Odessy dzieliło mnie jeszcze z 80 km.

Fot. Dmytro Antoniuk

Droga P70, prowadząca do Białogrodu nad Dniestrem ma gorszą nawierzchnię. Zdarzają się wyboje, ale dadzą się objechać (to informacja dla automobilistów). Dla reszty – od dworca centralnego regularnie kursują busy i wyboje ich pasażerów nie martwią.

Owidiopol – tak nazywa się centrum rejonu, wybudowane na brzegu limanu Dniestru. Romantyczne legendy opowiadają, że to właśnie tu mieszkał zesłany z Rzymu za swe erotyczne poezje Owidiusz. Tak naprawdę, klasyk zmarł w rumuńskiej Konstancji w ujściu Dunaju. Jednak Katarzynie II zależało na „poprawieniu” historii i geografii. Swoim „ukazem” w 1795 roku miasteczko Adżyder przemianowała na Owidiopol podkreślając, że to właśnie tu znajduje się grób poety. Puszkin, który przebywał tu na zesłaniu za to samo co Owidiusz, nawet próbował odszukać ten grób.

Fot. Dmytro Antoniuk

Kolejna miejscowość – miasteczko z dziwną nazwą Roksolany. Położone jest ono na miejscu antycznego Nikonia (założonego w V wieku p.n.e.). To znaleziska z tutejszych wykopalisk złożyły się na główną ekspozycję muzeum archeologicznego w Odessie. Znaleziono tu sławnego marmurowego byka. W późniejszych wiekach zamieszkiwali tu głównie mołdawscy i bułgarscy rybacy, a również kozacy czarnomorscy. W 1802 roku miasteczko nabył znany „wariat”, polski baron Münchhausen – hrabia Ignacy Ścibor-Marchocki. Przypomnę, że ogłosił on na swoich podolskich majątkach organizację groteskowego państwa Przytulii. Otóż, zupełnie w swoim stylu przemianował ówczesną Buzynowatą w godną podziwu Roksolany.

Karolino-Bugaz, leżący o kilka kilometrów, nad samym morzem, też należał do majątku Ścibor-Marchockich. Syn hrabiego Ignacy Karol zasiedlił ponownie tę miejscowość po jej całkowitym zniszczeniu podczas wojny rosyjsko-tureckiej w 1791 roku. To na jego cześć tatarski Bugaz otrzymał dodatek „Karolino”. Razem z miejscowością Zatoka leżą na piaszczystej mierzei długiej na 20 km, która oddziela liman Dniestru od Morza Czarnego. Po obu stronach szosy stoją domy, są w nich pokoje do wynajęcia. Są też hotele i domy wypoczynkowe. Ale i tu się nie zatrzymałem, bo nie podobała mi się bliskość torów kolei i fantastyczna ilość wypoczywających: na plażach, nawet wzdłuż szosy nie było gdzie wsadzić przysłowiowej szpilki. Pojechałem dalej.

Białe miasto
W czasach antycznych, prawdopodobnie, wypoczywających tu greckich kolonistów było tu nie mniej jak dziś. Białogród nad Dniestrem stoi na ruinach dawnej Tyry lub Tyrasu. Ponieważ bardzo dogodnie jest stąd kontrolować ruch na limanie i Dniestrze, przedsiębiorczy Genueńczycy doszli zgody z Tatarami, którzy zajęli miasto i wybudowali na stromym brzegu potężną cytadelę. Gdy przyszli tu Mołdawianie pod wodzą Stefana Wielkiego, znacznie rozbudowali umocnienia i tak powstała olbrzymia forteca. Przed wrogami mogła tu schronić się cała ludność z okolicznych wiosek wraz z inwentarzem. Jednak w 1484 roku nie mieli oni szczęścia. Po 9-dniowym oblężeniu wojska tureckie, które dziesięciokrotnie przewyższały garnizon obrońców, zajęły fortecę. Stefan Wielki starał się ją odbić, ale marne były jego wysiłki.

Fot. Dmytro Antoniuk

Akermańska forteca (podczas panowania Imperium Osmańskiego miasto nazywało się Akermanem) bardzo przypomina chocimską i w wielu wypadkach ich historie są podobne. Rosja zajęła fortecę po podpisaniu pokoju w Bukareszcie w 1812 roku. Stopniowo jednak umocnienia utraciły swoje znaczenie obronne. Obecnie zwiedzających jest tu nie mniej niż w Zatoce czy Karolino-Bugazie. Turyści przyjeżdżają ze wszystkich stron, aby zobaczyć twierdzę w Białogrodzie nad Dniestrem. Na parkingu, obok aut z różnych regionów Ukrainy, stały auta z rejestracją z Polski, Francji, Białorusi, Rosji i Mołdawii. Prawie nikt po tej atrakcji nie szedł zwiedzać miasta – a ono też warte jest uwagi.

Centrum jest tu dość rozległe, zabudowane głownie parterową i piętrową zabudową przerywaną sympatycznymi skwerami. Jest tu bardzo czysto, a większość ulic ma dobrą asfaltową nawierzchnię. Nie czuje się tu pośpiechu, bo nie ma gdzie się śpieszyć. Po hałaśliwej Odessie i mijanych kurortach, ogarnęła mnie prawdziwa cisza. Jedynie na podejściach do wielkiego targowiska (czego tu tylko nie ma!) ruch jest bardziej intensywny. Ale turystów nawet podczas szczytu sezonu tu nie ma. Dlatego pokój z wygodami w centrum miasta kosztuje jedynie 350 hrywien za dobę. Są też i wersje tańsze, ale mniej atrakcyjne.

Stąd do morza jedynie 20 km, ale aby odczuć w pełni wypoczynek, bez tłumów i hałasu trzeba mieć auto. Wybrałem stromy stepowy brzeg w pobliżu maleńkiej latarni za wioską Kurortne i nie omyliłem się. Przy zejściu nad wodę stało może z dziesięć aut, a na plaży trochę dalej można było znaleźć bezludne miejsce. W samej miejscowości prawie w każdym domu oferują wino własnej roboty, miód, kozie mleko i ser, owoce. Mając namiot, można tu odpoczywać długo, stosunkowo komfortowo i tanio. Nie mówiąc już o tym, że jest to romantyczne – właśnie w sierpniu-wrześniu Morze Czarne w tych okolicach świeci się nocą. Pływając pod gwieździstym niebem, podnosisz wokół miriady obumarłych mikroorganizmów, pozostawiając z każdym ruchem bajkowy ślad. Zanurzając się w wodzie, zapominasz o wszystkim na świecie…

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 19 (239) 16-29 października 2015

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2021 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.