Skrzypce huculskie – dusza huculsko-polska

-a A+

W Muzeum Huculszczyzny w miejscowości Werchowyna (dawn. Żabie), gdzie jest wiele eksponatów zgromadzonych przez znanego karpackiego maestro Romana Kumłyka, goście z Polski są pilnie oczekiwani.

W czasie kwarantanny postanowiłam dowiedzieć się jakie nowości czekają na gości z Polski w muzeum. W rejonie werchowyńskim jest ponad 50 bardzo interesujących ekspozycji. Takich zbiorów nie ma gdzie indziej na Ukrainie. Zatelefonowałam do Natalii Gusak, córki muzyka z Karpat, który ponad 17 lat koncertował w Polsce. Oto co opowiedziała Natalia o znanym w Polsce i na Ukrainie muzyku.

– Ojciec nauczył grać na huculskich instrumentach wielu polskich muzyków. On, Hucuł z Karpat, uważał Polaków za swą duchową rodzinę. Im jako pierwszym otworzył swoją karpacką duszę i przedstawił opracowania starych karpackich melodii. Czasami wydawało mi się, że ojciec śpiewa i myśli w dwóch językach – tak bliski stał się dla niego polski naród, polskie melodie i język polski.

Jak ojciec trafił do Polski? Czy znał Polaków od dzieciństwa? – pytam.

– Polaków w dzieciństwie nie znał, bo urodził się 4 grudnia 1948 roku. Były to ciężkie lata, gdy wojsko radzieckie okupowało Karpaty. Los ojca też był trudny. Ale Bóg uchował go po to, by został znanym huculskim muzykiem – odpowiada Natalia.

Gdy miał roczek, sowieci zamordowali jego ojca, po roku miano wywieźć matkę z malutkim dzieckiem na Syberię. Mogli znaleźć się wśród wiecznej zmarzliny i zginąć, ale jakiś oficer NKWD użalił się nad zrozpaczoną matką-Hucułką (wśród sowietów też byli ludzie). Podpowiedział matce, aby nie zabierała chłopca ze sobą. Romana oddano siostrze matki, Katerynie, która mieszkała we wsi Werchnij Jaseniw (Jasieniów Górny). Ciotka nie miała własnych dzieci i wychowała Romana jak własne dziecko. Chłopak mieszkał u niej do 19 roku życia. W wieku siedmiu lat zaczął interesować się skrzypcami i grą na tym instrumencie. Wujek, Petro Kreczewiak, początkowo nie brał na serio zainteresowań chłopca. Zdarzało się, że nawet na niego krzyczał za pierwsze próby muzykowania. Jednak, gdy przekonał się o poważnych zamiarach dziecka, nauczył chłopca podstaw gry – bez nut, na słuch. Mały Hucuł jeszcze dobrze nie umiał pisać, ale swymi rączkami chwacko wygrywał ludowe melodie na huculskich weselach. W pierwszej klasie już koncertował na scenie obwodowej, zadziwiając swoim talentem, grając z pamięci 10 karpackich melodii. Nut jednak malec nie znał – poznał je dopiero później. Po ukończeniu szkoły został kierownikiem Domu Pionierów w miejscowości Worochta. Potem pojechał do matki, która po zesłaniu nie mogła wrócić do swojego domu i zamieszkała na Krymie.

Tam dopiero rozpoczął studia w szkole muzycznej, choć sam mógłby uczyć gry na wielu instrumentach. Jednak w Związku Radzieckim, żeby być muzykantem, trzeba było mieć dokument. Świadectwo ukończenia szkoły muzycznej Roman Kumłyk otrzymał, gdy pracował w Klubie Oficerów w Symferopolu. Nikt nie domyślał się nawet, że młodzieniec o ognistym spojrzeniu – to syn skazanej na specjalne osiedlenie (po odbyciu wyroku – red.) kobiety, który nade wszystko chce powrócić do Karpat. W końcu młodzieńcowi i jego matce to się udało. Kumłykowie wrócili do Werchowyny. W 1976 roku kupili dom. Roman był nauczycielem w szkole muzycznej i kierownikiem amatorskiego zespołu ludowego. Przez dwa lata grał w orkiestrze Filharmonii Iwano-Frankiwka i jeździł z koncertami do Moskwy. Po latach występów otrzymał, nie zważając na przeszłość rodziny, tytuł Zasłużonego pracownika kultury Ukraińskiej SRR.

11 listopada 1982 roku założył rodzinę. Z czasem urodziły mu się dwie córeczki. W tymże 1982 Roman założył kapelę „Czeremosz”, składającą się z 15 muzyków. Repertuar kapeli zbierał sam w ukraińskich i rumuńskich wioskach w Karpatach. Po śmierci swego założyciela kapela nadal istnieje i koncertuje do dziś.

– W 1999 roku ojciec dobudował piętro i w nowych pokojach umieścił swoje zbiory: instrumenty, książki, starocie – kontynuuje swoją opowieść córka maestro. – Tak zapoczątkował dzisiejsze muzeum. 7 stycznia 2000 roku muzeum zostało oficjalnie otwarte. Podstawą kolekcji stały się instrumenty i rzeczy osobiste jego wujka. Resztę eksponatów powoli kupował lub przynosili w darze dobrzy ludzie. Dziś ekspozycja liczy ponad tysiąc eksponatów, pośród których jest 300 różnych instrumentów: cymbały, kozy, drymby, trombity, rogi, kilka rodzajów fujarek, okaryny, dudy, lira korbowa, klarnety, flety. Najważniejsze jednak miejsce zajmuje 29 skrzypiec, wśród których są prawdziwe unikaty: prostokątne skrzypce, skrzypce „Anna” w kształcie kobiety czy skrzypki-dłubanki. Sam Roman doskonale grał na 35 instrumentach, na skrzypcach zaś „wycinał” na obie strony. Takiego filigranowego mistrzostwa trudno się dziś doszukać.

Występy w Polsce rozpoczął z chwilą, gdy poznał w 1989 roku Romana Rewakowicza, polskiego i ukraińskiego dyrygenta, kompozytora, działacza społecznego, organizatora imprez muzycznych i koncertów – wspomina dalej Natalia. – W sąsiedniej Polsce ojciec koncertował przez ponad 17 lat. Od 1992 do 2007 współpracował w ramach kontraktu z Akademickim Centrum Kultury im. Marii Turis-Latowskiej w Lublinie. W tym czasie koncertował ponad 2000 razy. Występował z kapelą „Czeremosz” w Warszawskiej, Lubelskiej i Wrocławskiej Filharmoniach, nauczał muzyków i został członkiem Naukowego Towarzystwa Karpackiego w Warszawie. W 2003 roku wspólnie z orkiestrą św. Mikołaja nagrał dysk melodii huculskich. Członkowie orkiestry przejmowali jego styl gry.

Fot. z rodzinnego archiwum Romana Kumłyka

Setki Polaków bywało u nas w domu. Ojciec, siostra i matka gościli ich, oprowadzali po górach. Była to tak niewiarygodna ukraińsko-polska artystyczna atmosfera pojednania, że doprawdy trudno to opisać. Żadni politycy, biznesmeni, ani urzędnicy czegoś takiego nie dokonają. To się działo gdzieś na poziomie niebiańskim i ci, którzy nas odwiedzali, odczuwali to sercem i duszą.

W styczniu 2014 roku huculski maestro zmarł. Dla rodziny, ukraińskich i polskich przyjaciół była to niepowetowana strata.

– Teraz, gdy z Polski przyjeżdżają uczniowie i przyjaciele ojca, to już na podwórzu zaczynają płakać lub… grać huculskie melodie – mówi Natalia. – Polscy przyjaciele przywożą ze sobą zdjęcia, nagrody, wycinki gazet, piszą swoje wspomnienia o nim. Zdarza się, że nawet do nas nie wstępują, lecz od razu odwiedzają jego mogiłę. Często widzimy tam znicze i kwiaty z Polski. Serce mi pęka i nie mogę przyzwyczaić się do myśli, że ojca nie ma. Ale na pewno gra teraz w niebiańskiej orkiestrze.

Natalia, lekarz-pediatra z wykształcenia, porzuciła swój zawód i oprowadza wycieczki po muzeum ojca, urządzając tam szkolenia. Jej siostra, prawnik, też jest dobrym muzykiem. Na razie w Werchowynie upamiętniono Romana Kumłyka konkursem ludowych zespołów, tzw. „troistych muzyków”. Zapoczątkował konkurs jeszcze sam Roman Kumłyk, aby uczcić legendarnego karpackiego skrzypka Mogurę (Wasyla Hrymaluka). Jest to na razie zawodowe współzawodnictwo na cześć dwóch muzyków. Córki Romana Kumłyka chętnie widziałyby na konkursie przyjaciół i uczniów ojca.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 9-10 (349-350), 29 maja – 15 czerwca 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2021 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.