29/01/2021 22:24
autor Anna Gordijewska

O powstaniu styczniowym

-a A+

W 158 rocznicę powstania styczniowego z dyrektorem Instytutu Polskiego w Kijowie Robertem Czyżewskim rozmawiała Anna Gordijewska

Jakie jest Pana zdaniem znaczenie Lwowa dla powstania styczniowego?
Myślę, że jest dwojakie. Lwów, będący poza granicą zaboru rosyjskiego, w powstaniu udziału nie wziął. Znajdował się pod zaborem Austrii, która zajmowała przychylne stanowisko do powstania w pierwszym okresie i zezwalała na istnienie tutaj daleko rozbudowanej powstańczej organizacji. W związku z tym, to ze Lwowa wychodziła pomoc dla powstania, to tutaj były koordynowane oddziały, które przekraczały granice. Więc Lwów był bardzo ważnym miejscem organizacyjnym. Z drugiej strony, po upadku powstania Lwów stał się miejscem, do którego powstańcy uciekali w emigrację, a jeszcze więcej ich znajdowało schronienie po powrocie z zesłania. Ludzie bardzo często stracili w zaborze rosyjskim swój majątek i nie mieli jak żyć. W terrorze policyjnym, który panował na terenie zaboru rosyjskiego nie mogli się odnaleźć. A we Lwowie panowała autonomia, tu można było znaleźć pracę na przykład jako redaktorzy polskich gazet. Lwów oprócz Warszawy stał się największym skupiskiem powstańców styczniowych.

Na Cmentarzu Łyczakowskim spoczywa wielu zapomnianych, a jakże ciekawych postaci, niesprawiedliwie zapomnianych.
Dla mnie najważniejszą, prawie symboliczna postacią jest Jan Stella-Sawicki ps. „Pułkownik Struś”. On jest pochowany w grobowcu rodzinnym. Jest dla mnie postacią symboliczną.

Grobowiec, w którym pochowany jest Jan Stella-Sawicki (fot. Anna Gordijewska)

Pochodził z Litwy. Jego brat pozostał w carskiej armii i dosłużył się rangi generała. Jakie potrafią być splątane losy człowieka. On sam przejął w pewnym momencie dowodzenie formowanymi w Galicji oddziałami i nawet planował już pod koniec powstania niemal straceńczą wyprawę z ochotnikami jeszcze w głąb zaboru rosyjskiego. Ostatecznie został tutaj, w Galicji, ale później został przez władze galicyjskie wydalony. Często kiedy myślimy o Galicji jako o miejscu autonomicznym, to myślimy tylko i wyłącznie dobrze. Pamiętajmy, że Galicją rządzili konserwatyści i rewolucyjny charakter powstańców styczniowych nie zawsze się podobał. Ale pułkownik Struś przeżył niejako drugą swoją młodość. Na emigracji we Francji rozpoczął studia medyczne, które skończył i podczas wojny francusko-pruskiej ochotniczo leczył francuskich żołnierzy i nawet został specjalnie odznaczony. Władze galicyjskie zmieniły swoje zdanie na jego temat i Stella-Sawicki wrócił jako lekarz i zaczął być znany we Lwowie z propagowania higienicznego trybu życia. Pod koniec XIX wieku odkrywano znaczenie czystości. Do końca życia był obecny na wszystkich uroczystościach powstańczych. Był zawsze wyprostowany, oficer kawalerzysta. Przychodził tutaj na Cmentarz Łyczakowski na pogrzeby swoich przyjaciół. I to jest jedna z tych postaci zapomnianych, ale dla mnie symboliczna, bo pokazuje nie tylko ludzi, którzy byli wojskowymi, ale ludzi, który potrafili z siebie dać znacznie więcej.

Czy zachowały się fotografie powstańców?
To jest bardzo ciekawy temat na osobną rozmowę. Połowa XIX wieku to jest właśnie ten moment, kiedy powstawała fotografia. Na początku wymagała ogromnego otoczenia technicznego. Fotografie nie byłe robione w plenerze, a w atelier. Pierwsi fotografowie zaczęli robić zdjęcia faktycznie 10 lat przed powstaniem styczniowym. Samego powstania zdjęć nie mamy. Ale we lwowskich zakładach powstańcy, którzy wybierali się na wyprawę wojenną do zaboru rosyjskiego albo z tej wyprawy właśnie wrócili, robili sobie fotografie.

Dla mnie najciekawsze są zdjęcia tych powstańców, którzy wywołali powstanie na terenie Żytomierszczyzny. Lwów jest skupiskiem tych fenomenalnych zdjęć powstańców styczniowych. Wraz ze zbiorami Ossolineum zostały przewiezione do Wrocławia, są obecnie dostępne i możemy oglądać powstańców styczniowych.

Są to zdjęcia bardzo ciekawe, bo powstańcy są tam przedstawieni np. z rewolwerami takimi jak z Dzikiego Zachodu. Rewolwery już wówczas były, ale wydaje się, że były dosyć egzotycznym zjawiskiem. Rewolwery mogły też być wypożyczane do zdjęcia w zakładzie fotograficznym. Powstańcy z taką bronią chętnie pozowali, a historycy toczą dyskusję między sobą czy owe rewolwery były w użyciu.

Górka powstańców to pewien symbol.
Tak, to zebranie powstańców, tych, którzy mogli być pochowani w jednym miejscu, bo wiadomo, że każda rodzina chowała też w swoich grobowcach. Warto pamiętać też o tym, że Lwów był skupiskiem ludzi, którzy wydawali w tym mieście swoje wspomnienia, a szczególnie ważne było 50-lecie powstania. W 1913 roku wyszła cała seria publikacji wspomnieniowych i pamiętnikarskich. Dużo osób związanych ze Lwowem wyjeżdżało stąd. Górka Powstańcza nie jest jedynym miejscem skupiającym powstańców na Cmentarzu Łyczakowskim, a z drugiej strony, Łyczaków nie skupia wszystkich powstańców, którzy byli związani z terenem Lwowa. To o tym należy pamiętać.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Gordijewska